Grab – Ożenna – Przełęcz Beskid nad Ożenną (590) – Przełącz Pod Zajęczym Wierchem – Radocyna – jezioro osuwiskowe – Wyszowatka – Grab Drukuj

Data: 30-10-2005
Skład: Krzysiek, Grzesiek, Robert, Marcin
Długość trasy: 18 km
Czas przejazdu: mocno rekreacyjnie 4 godz.

Mapa  trasy
Profil trasy

Ostatnie słoneczne dni października zaplanowane jeszcze na wyprawę. Początkowo z dość dużym rozmachem. Pojedziemy tu, potem jeszcze tam, jak damy rade to jeszcze o ten szczyt zahaczymy (na mapie). Jednak znany był tylko początek naszej wyprawy GRAB. Potem ku przygodzie. Ale po kolei. Po niedzielnej sumie spotkanie u Grześka, na szybko ostatnie naprawy urwanej linki hamulcowej, krępowanie rowerów na przyczepie. Drogę z Rogów do Grabu pokonujemy nie męcząc się zbytnio spoglądając tylko czy roweryki krzywdy sobie nie robią.

Szybka  naprawa
Ładowanie

Parkujemy gdzieś w Grabie (prawie centrum), rozładunek rowerów, pierwszy kontakt z dziką przyrodą, pierwsze przyjaźnie wyprawy.

Rozładowanie
Jak  zwykle ktoś wyszedł na powitanie

Mimo, że słonecznie, zimne powietrze polarne daje się we znaki, jednak przygotowani i na taką ewentualność zapodajemy na szybkiego sok z gumijagód i ruszamy asfaltem w kierunku Ożennej. Szybkie tempo oraz podjazd do pieszego przejścia granicznego w Ożennej (przełęcz Beskid nad Ożenną) daje się każdemu we znaki co bezpośrednio oddziałuje na postrzeganie otaczającej nas przyrody.

Na  pograniczu
Szaleństwo kolorów vol 1

Właściwie w tym momencie przygoda tej wyprawy ma początek, no może kilka drzew dalej gdzie sok zostaje dopity a my nagle znaleźliśmy się w środku lasu, który mienił się ciągle poszerzającą paletą jesiennych kolorów. Poczuliśmy las wszystkimi zmysłami, nad wyraz mocno gdy wystające korzenie nie chciały usunąć się z drogi siłą naszej woli, a czasu na inną reakcję brakowało. Upadki na szczęście okazywały się bardziej zabawne niż bolesne amortyzowane przez liście.

Słowackie klimaty
Szaleństwo kolorów vol 2

Pomykamy niebieskim szlakiem granicznym do Przełęczy Pod Zajęczym Wierchem. Nie śpieszymy się robiąc częste przerwy na uwiecznianie leśnej przyrody gdyż każdy taszczy ze sobą aparat lub nawet kamerę. (chciało by się napisać że zwierzaki leśne podbiegały, wskakiwały nam na ramiona i robiły z nami zdjęcia ale po wywołaniu kliszy prawda była nico inna).

Ssaki  leśne
Ssaki  leśne
Ssaki  leśne
Ssaki  leśne

 

Kolejny raz przyroda ratuje człowieka dając mu oparcie

Po przekalkulowaniu czasu który nam pozostał z żalem podejmujemy decyzje, że nasza trasa ograniczona będzie do hucznej parady przez Radocyne, a następnie zobaczymy jeziorko w drodze do Wyszowatki, a dalej asfaltem do Grabu.

Drogowskaz
Deszczochron

Po drodze zatrzymujemy się jeszcze przy pozostałościach chyba piwnicy do której Krzysiek rzecz jasna musi zaglądnąć czy aby ktoś nie zostawił jakiegoś powidła lub winka (niestety pusto), potem odwiedzamy cmentarz wojenny w Radocynie, stare zabudowy.

Nowoczesna lisia nora
Jadą  jeźdźcy, czterej jadą...
W  krainie cieni

 

Centrum SPA Radocyna lato
Cmentarz wojenny
Cmentarz wojenny

 

Centrum SPA Radocyna zima

Kolejny postój przy jeziorku osuwiskowym po czym przedzieramy się przez zarośla i wyjeżdżamy na pastwiskach w Wyszowatce gdzie nawiązujemy kolejne przyjaźnie. Wymiana adresów, pamiątkowe zdjęcia, obietnica, że jeszcze tam wrócimy po czym szybki zjazd w kierunku najbliższej drogi utwardzonej.

Jeziorko osuwiskowe
Szeroki step
Kóń
a za  kóniem kolejny kóń

Przed zachodem słońca docieramy do Grabu gdzie zachwycamy się jeszcze architekturą drewnianego kościoła.

Kościół Grab

I tak dobiegła końca jedna z najmilej wspominanych wypraw, najbardziej barwnych w jesienne kolory, bogatej w doznania postrzegania przyrody. Która zawsze będzie nam przypominać że w wolne popołudnie warto usiąść na rower i ruszyć w bezkresny i nieokiełznany las. Ku przygodzie...

Opowiadał: Robert